Płażyński Maciej. Marszałek…

Maciej Płażyński

Tekst
nigdzie nie publikowany, dlatego, że tekst zdecydowanie niechciany i
niepożądany. Bo Pan Płażyński nie żyje. Bo o umarłych nie
można źle pisać czy
mówić,
cokolwiek ma to oznaczać… Bo syn startuje w wyborach, a jak
startuje, to tym tekstem niby mu się przeszkodzi. Bo Pan Płażyński
to postać pomnikowa, postać wielka, a jak tak, no to nie piszemy
nic kontrowersyjnego, nie publikujemy, nie informujemy, i tak dalej.
Jeśli
tak, to czy
kroczymy dobrą drogą,stając
się oportunistami?
Czy prawda może boleć?



Nie mogłem nigdzie puścić tekstu, bo go nie chcieli, szczególnie przed wyborami nie chcieli, no to zamieszczam go na mojej stronie internetowej. Na przekór wszystkim konformistom, oportunistom, opozycjonistom kiedyś tam i dzisiejszym również, na przekór wyznawcom, na przekór poplecznikom, wbrew politykom i układom trójmiejskim, ale w jedno tylko imię, w imię prawdy!

Jeżeli w czymkolwiek się pomyliłem, proszę mnie poinformować, a nie obrażać i atakować używając argumentacji ad personam czy działać jak troll. Człowiek omylny jest, ja również. Oparłem się na materiale źródłowym, a jednym z nich był raport Najwyższej Izby Kontroli. Wycinki z gazet, z tamtych lat, również wnoszą mnóstwo ciekawostek do sprawy.

No to jedziemy z koksem!

Nikt w latach osiemdziesiątych nie przypuszczał, że z jakiejś nieistotnej studenckiej spółdzielni pracy Świetlik wykluje się tylu politykierów Trzeciej RP. Setki podobnych studenckich inicjatyw w całej Polsce, ale tylko z niej, tej jedynej gdańskiej inicjatywy wyszli tacy politycy, jak chociażby Maciej Płażyński, czy jego bardzo bliski polityczny partner sam Donald Tusk…
W naszej narodowej tradycji nigdy nie mówimy źle o zmarłych. Cóż jednak zrobić, gdy tym zmarłym będzie polityk, a do tego taki polityk, którego decyzje, a w ich konsekwencji negatywne oddziaływanie zacznie wpływać na życie społeczne całymi latami? Cóż począć wtedy? Milczeć, czy jednak opisywać, poszukiwać prawdy?

Zacznijmy od rzeczy podstawowej, skąd, i to tak wręcz hurtowo, biorą się politykierzy? Kochający demokrację idealiści powiedzą – one biorą się z wyborów powszechnych. Sceptycy, czerpiący natchnienie z teorii spiskowych rzekną – one biorą się stamtąd, skąd można ich przygarnąć, czyli na przykład z takiego gniazda, gdzie kukułka podrzuciła swe jajo.
Patrząc serio na problem i rozważając go na przykładzie kariery Macieja Płażyńskiego, możemy wszyscy dojść do podobnych wniosków i udowodnić, że w naszych realiach społeczno-politycznych biorą się oni między innymi z układów koleżeńsko-partyjnych, niestety! Dlaczegóż akurat tak? Ano dlatego, że w spółdzielni Świetlik pan Maciej poznaje nie tylko pana Donalda, ale również wielu innych, chociażby jednego z późniejszych premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego. Z nimi, to znaczy z byłymi pracownikami spółdzielni Świetlik, czyli z kolegami z byłej pracy twórczej, tworzy Stowarzyszenie Kongres Liberałów, a pierwszą jego partią zostanie Koalicja Republikańska. Tak, tak, była taka partia i nawet miała członków, aż sześćset szabel. Co ciekawe, tak jak szybko powstała, tak szybko zwinęła sztandar, zaledwie w półtora roku, a kiedy ona powstała i upadła, czy to ważne dzisiaj? Założyciel tej nieznanej szerszemu ogółowi partii o jeszcze mniej uświadomionej w społeczeństwie nazwie, były poseł Michał Witczak, będąc w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, zasłynął między innymi likwidacją Państwowych Gospodarstw Rolnych. Jeszcze jedna ciekawostka. Owa Koalicja Republikańska powstała z Partii Konserwatywnej, Partii republikańskiej oraz KPN Frakcja Demokratyczna. Tak, tak, nawet KPN przechodził swoją transformację w stronę demokracji. Michał Wojtczak, były szef partyjny Płażyńskiego był posłem na Sejm kontraktowy z klubu parlamentarnego „elitarnej” partii Unii Demokratycznej. Dla przypomnienia ta Unia Demokratyczna stała się tak bardzo elitarna i skupiała tylu znaczących obywateli Rzeczpospolitej oraz tyle autorytetów moralnych, że jej też już nie ma. Mówi się o niej sarkastycznie, oczywiście w pewnych tylko kręgach, nieboszczka. Naród pokazał jej, tej partii, czyli im, z tej partii, czerwoną kartkę, czyli pospolitego wała. To poszła nieboszczka „Unia” tam, gdzie jej miejsce, za to, czego dokonała, poszła ona w polityczny niebyt i nikt nie płacze już za naszą inteligencką ferajną. Po jej odejściu wiele „autorytetów” nieboszczki pchało się dalej do władzy, przepoczwarzając w kolejne ideologie, same one nieważne, te ideologie oczywiście, ważne tylko rządzenie. Przepoczwarzeni wiedzą lepiej, co może być dobre dla obywatela Polaka lub mniej dobre, a co jest złe, będzie zawsze zakazane i karane. Byłoby wszystko dobrze, gdybyśmy rzeczywiście stworzyli system sprawiedliwości społecznej, wtedy i zakazy niech obowiązują. Polacy się podporządkują. Tylko jaki system polityczny stworzyliśmy przez 28 lat wolności, no jaki?

Gdy Koalicja Konserwatywna padła, to na jej gruzach rozkwitnęła Partia Konserwatywna ze zdwojoną siłą. Wielcy byli politykierzy Partii Konserwatywnej to między innymi takie postaci jak: obecny Prezydent miasta Gdańska Paweł Adamowicz potocznie i pieszczotliwie zwany budyniem, obecny Prezydent miasta Sopotu Jacek Karnowski, jeden z ojców założycieli Trzeciej RP Aleksander Hall, Kaźmierz Ujazdowski, Paweł Zalewski oraz wielu innych, a pośród nich Maciej Płażyński. Data założenia owej wiekopomnej partii to dzień 6 grudnia 1992 roku, a data zwinięcia sztandaru to 12 stycznia 1997 roku, a powód zwinięcia to taki ruch, jeszcze bardziej podejrzany od tych wymienianych powyżej, czyli partia wszechwładzy niejaka Akcja Wyborcza Solidarność, a dzisiaj kolejny polityczny trup.

Może nadszedł czas jakichś limitów przynależności partyjnych w Polsce? Może warto się nad tym zastanowić? Raz tu, raz tam, raz tak, a raz siak. Oto może jest właśnie tajemnica sukcesu politykierstwa, ale nie dobrobytu społecznego i porządku państwowego!

Jeszcze dwie ciekawostki, tak dla przypomnienia i treningu wytrzymałościowego z historii ruchu partyjnego w Polsce, bo kiedyś wicie, rozumicie, ćwiczyliśmy ruch robotniczy, to dlaczego teraz nie ćwiczyć ruchu partyjnego? Otóż w przyspieszonych wyborach 1993 roku Partia Konserwatywna, oczywiście wraz z naszym Maciejem Płażyńskim, startowała do Sejmu w ramach Katolickiego Komitetu Wyborczego „Ojczyzna”, nie przekraczając progu wyborczego. Partia Konserwatywna poparła Hannę Gronkiewicz Walc w wyborach prezydenckich. Ot i niezbadane są ścieżki politykierstwa.

Tadeusz Mazowiecki jako pierwszy premier Trzeciej RP w sierpniu 1990 roku powołuje naszego bohatera na urząd wojewody gdańskiego. I trwa on na urzędzie przez lat sześć, mając po drodze takich szefów nad sobą jak, Jan Krzysztof Bielecki, Jan Olszewski, Hanna Suchocka, Waldemar Pawlak, Józef Oleksy czy wreszcie Włodzimierz Cimoszewicz. Ten ostatni odwołuje Płażyńskiego ze stanowiska wojewody w lipcu 1996 roku. Przeżywa w sumie osiem rządów, bo Pawlak rządzi dwukrotnie. Postkomunista Cimoszewicz nie toleruje już dalej Płażyńskiego jako podwładnego i go odwołuje. Ciekawym może być to, że taki Pawlak czy Oleksy nie próbują go wcześniej odwołać. To o co chodzi? Trzy postkomunistyczne rządy tolerują solidarnościowca, przeciwnika politycznego dlaczego?

Nieżyjący już Maciej Płażyński na pytanie, czy zawarł jakiś kontrakt z SLD, odpowiedział kiedyś – oczywiście takiego kontraktu nie ma i nie jest mi potrzebny. Nikt ze mną nie rozmawiał na temat mojego postępowania jako wojewody. Dalej będę robił to, co do tej pory.


I zrobił. Na polecenie postkomunisty Wiesława Kaczmarka, byłego ministra przekształceń własnościowych w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza postawił Stocznię Gdańską w stan upadłości. Zrobił to po raz drugi, gdyż przed nim, tego czynu dokonał guru polskiej peerelowskiej polityki Mieczysław Rakowski. Solidarnościowiec wykonał polecenie postkomunisty i rozpoczął proces upadku całego sektora przemysłu okrętowego w Polsce. On! Człowiek znad morza, a zatem interesy morskie państwa nie powinny mu być obce. Płażyński postawił wniosek o upadłość na Walnym Zebraniu Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej 8 czerwca 1996 roku. Posiadał pełnomocnictwa Ministerstwa Przekształceń Własnościowych. Jako przedstawiciel Skarbu Państwa mającego 79,1% udziałów w Stoczni Gdańskiej mógł przegłosować każdą uchwałę. I zrobił to bez skrupułów. Miał wyjście z którego nie skorzystał. Po prostu mógł podać się do dymisji, na konferencji prasowej powiedzieć, że rezygnuje z bycia wojewodą, bo naciskają mnie, abym kładł stocznie. Mógł tak zrobić, problem jednak w tym, że tak nie zrobił.

Gdy Najwyższa Izba Kontroli badała proces upadłości Stoczni Gdańskiej, to między innymi w raporcie z kwietnia 1997 roku zamieściła takie zapisy – do marca 1996 roku Minister Przekształceń Własnościowych p. Wiesław Kaczmarek, nie podejmował żadnych czynności wobec Spółki, a wszelkie dotyczące jej sprawy pozostawił do rozstrzygnięcia p. Maciejowi Płażyńskiemu Wojewodzie Gdańskiemu. Pełnomocnictwa przekazane Wojewodzie Gdańskiemu nie zostały przez niego wykorzystane, a podejmowane działania były niewystarczające dla restrukturyzacji i prywatyzacji Stoczni Gdańskiej. Ten stan rzeczy trwał blisko trzy lata.
Sąd Rzeczpospolitej Polskiej w dniu 23 lutego 1998 roku wydał prawomocny wyrok, który nigdy nie wszedł w życie. Ten wyrok się u nas nie przyjął…, a sama nieżyjąca już śp. Pani Sędzia Idzikiewcz-Ozolin, jako jedna z nielicznych sprawiedliwych, za ten wyrok została przeniesiona z Sądu Gospodarczego w Gdańsku do Sądu Rodzinnego. Żaliła się, że za ten właśnie wyrok spotkała ją kara! Kara degradacji i zatrzymania kariery! Za to, że była niezłomna i sprawiedliwa, bo takie wystrugali nam państwo politykierzy!

W samym wyroku z dnia 23 lutego 1998 roku, który wydała Pani Sędzia Sądu Wojewódzkiego M.M. Idzikiewicz-Ozolin, możemy po pierwsze wyczytać, że uchwała o postawieniu Spółki Stocznia Gdańsk SA jest nieważna!!! To kto ma rację? Niezawisły Sąd? Płażyński? Kaczmarek? Eksperci? Autorytety moralne? Michnik? Gazeta Wyborcza czy TVN? No kto ma rację? Kogo słuchać? Doradcy? No kogo? Sądu?

W uzasadnieniu wyroku wyczytamy – Skarb Państwa posiadający większościowy pakiet akcji nie był zainteresowany należytym i właściwym rozwojem stoczni, nie reagował na sygnały, że jest źle od co najmniej 1993 r., że może nastąpić utrata majątku. I takie coś na dokładkę – bierność i bezwład władz spółki to postępowanie nieetyczne, to naruszenie dobrych obyczajów kupieckich przez władze spółki. Utrata akcji i miejsc pracy przez akcjonariuszy to także problem społeczny, a nie tylko ekonomiczny. Po tym wyroku nie stało się nic, co się stać powinno. Wyrok prawomocny nie wszedł w państwie prawa w życie. Ot i życie nasze społeczne, życie stoczniowe…

Pytania pozostają. W czyim interesie działał Maciej Płażyński, wykonując polecenia, politykiera z przeciwległego obozu politycznego, czyli z SLD, niejakiego Kaczmarka Wiesława, w interesie społecznym, czy w interesie grup interesu?

Później sprawy pobiegły szybko. Niekończące się awantury wewnętrzne w AWS. Groźby zerwania koalicji. Ciągła polityczna degrengolada. Stocznię sprzedano w bardzo podejrzanych okolicznościach. Jako Marszałek Sejmu Pan Płażyński również działał przeciwko stoczni. Nie poparł poselskiej akcji na rzecz układu z wierzycielami. Dezyderatem nr 4, jako Marszałek, przyczynił się do przeniesienia praw użytkowania wieczystego terenów po stoczniowych na bardzo podejrzaną spółkę, której już nie ma, na Trójmiejską Korporację Stoczniową S.A. Ów dezyderat przygotował obecny Minister Energetyki, a ówczesny Podsekretarz Stanu Ministerstwa Skarbu, Krzysztof Tchórzewski, prawa ręka Emila Wąsacza. Sędzią komisarzem nadzorującym proces upadłości został sędzia Dariusz Kardaś. Młody jeszcze wtedy sędzia, świadek obrony w sprawie Nieznalskiej o znieważenie uczuć religijnych.

Sędzia to taki zawód, który do czegoś zobowiązuje. Zawód polityk, czy ten zawód zobowiązuje? Ciekawe może też być to, że o politykach oraz ich dokonaniach przeczytamy w internetowej encyklopedie Wiki pedzie, ale o sędziach nie przeczytamy już prawie nic. To przecież trzecia władza jest. Jawna władza, czy niejawna? Sam już nie wiem…

Maciej Płażyński politycznie nie poddał się nigdy, zawsze działał. W styczniu 2001 roku założył Platformę Obywatelską razem z kolegą Donaldem oraz kolegą Olechowskim. Później odszedł z tej kolejnej w życiu swym partii, wstępując do klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości w wyborach w 2005 roku, by zaraz z niego wystąpić. Podobno miał ambicje startu w wyborach prezydenckich…

Pochowany w Bazylice Mariackiej jako drugi Polak po 1945 roku. O zmarłych nie mówimy źle lub nie mówimy wcale. Faktycznie ciężko przejść przez życiorys, w którym dynamika zdarzeń naprzemiennie łączy się z historią ruchu partyjnego oraz koteryjnego w Polsce. W Gdańsku, ale zapewne i w wielu miejscach w Polsce Maciej Płażyński cieszy się ogromnym szacunkiem. W sprawie Stoczni Gdańskiej działał niestety jak ktoś, kto nie wie, co robi. To wariant optymistyczny. Niestety. Bo, gdy założymy, że wiedział, co robi i działał z prawdziwą premedytacją, to jego obraz zacznie się nam w czarnych fatalnych barwach malować.
Może, nie warto było rzeczywiście pisać tego tekstu. Może nie warto było przyjrzeć się prawdzie. Bo o zmarłych nie mówimy źle. Jednak czy to byłoby działanie rozsądne? Musimy patrzeć w przyszłość. Tylko jak w nią patrzeć, jak planować i z kim, gdy na około zamęt i polityczna anarchia…?
Syn Pana Macieja Płażyńskiego nie odpowiada za czyny ojca. Żaden syn czy córka nie odpowiadają za czyny rodziców. Logiczne. Jak wygląda jednak sprawa, gdy na czynach matki czy ojca, ale nie własnych zaczynamy budować karierę polityczną?

W necie mnóstwo hagiografii o Marszałku Płażyńskim, ale prawdy o jego działaniach w stoczni jakoś nie widać. Podobno polska polityka schodzi do pozycji psiej. Nie jest jeszcze za późno, aby coś zmienić, zawsze przecież psia pozycja wygląda lepiej niż na przykład pozycja glisty. Dramatem nas wszystkich będzie, to gdy już znajdziemy się wszyscy tam, gdzie te glisty sobie najlepiej żyją, czy w wielkim wspólnym bagnie. Chcemy prawdy czy ułudy? Chcemy żyć tylko z zafałszowaną świadomością, że mamy super politykierów, że wykształciliśmy w Trzeciej RP elity godne szacunku i stanowisk które zajmują, czy wreszcie przygotowanych do rządzenia dumnym polskim narodem i wszystko jest po prostu super? Czy może jednak nadszedł już dla nas wszystkich czas najbardziej dramatycznych decyzji skończenia z tymi postokrągłostołowymi elitami i zastąpienia ich nową falą. Najgorsze w tej teorii jest to, że na horyzoncie żadnej nowej fali nie widać. Raczej przed nami sztormy i dramatyczne burze. Po nich dopiero przyjdzie dzień…

2 odpowiedzi do “Płażyński Maciej. Marszałek…”

  1. Tomek.
    Podoba mi sie jak ukladasz slowa, szyk zdan, rytm opowiesci. Przeczytalem z przyjemnoscia! Widze wlozona prace wprzygotowanie materialu. Jak mrowka, czy kornik? Wkrecasz sie i szukasz. Fajnie.
    Wrzuc swoja publicystyke w np start up, ludzie ci pomoga opublikowac.
    Wolnosc slowa jest!
    Osobiscie wole czytac twoje opowiesci z chrzestem piachu pod butami na plazy i morskim powietrzem w plucach z wiatrem w oczy od morza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *